„Przyjaciel to jedna dusza w dwóch ciałach.”
Arystoteles
Nasi bliscy: krewni, znajomi, koledzy, koleżanki mogą działać jak lekarstwo i ciało pośredniczące w sytuacji kiedy doświadczamy określonego rodzaju trudności.
Jako stres rozumiem sytuacje w szerokim tego słowa znaczeniu, począwszy od okresu dorastania, problemów z tożsamością płciową, przemocą rówieśniczą, uzależnieniem w rodzinie, zmianą szkoły, starzeniem się, menopauzą, utratą pracy, czy przyjaciela, rozstaniem z kochaną osobą, zmianą miejsca zamieszkania, studiami, zmianą szkoły, mobbingiem w pracy, bojkotem towarzyskim, ślubem, narodzinami dziecka, poronieniem, chorobą w rodzinie, urazem, śmiercią oraz różnymi konfliktami.
W sytuacjach stresu, każdy reaguje w sposób swoisty dla siebie. Jedni z nas natychmiast informują o zaistniałych okolicznościach najbliższą osobę, a inni pozostają z dyskomfortem i niepokojem „schowanym w sobie”. O tych reakcjach decydują czynniki zarówno indywidualne, wewnętrzne-psychologiczne, jak i zbiorowe zewnętrzne-społeczne. Te osoby, które nawykły korzystać ze wsparcia społecznego, czytając te słowa natychmiast przywołują w myślach i ciele znajome sytuacja zwieńczone międzyludzkim ukojeniem. Ci drudzy mogą sobie pomyśleć, że nie ma co innym zawracać głowy swoimi troskami, uzasadniając wybór sentencją; „…każdy ma swoje zmartwienia, po co sobą zawracać głowę…”. Nic bardziej mylnego, otóż okazuje się, że podzielenie się bólem z drugą osobą to natychmiastowy i podręczny sposób reagowania, który daje poczucie ulgi i czasowego wsparcia, oraz szansy na stworzenie przestrzeni do nowych rozwiązań. Jednak żeby takiego wyboru dokonać, i skorzystać ze wsparcia trzeba mieć przekonanie, że jest się wystarczająco ważnym dla siebie i innych, żeby mieć/dać sobie „prawo do podzielenia się sobą”. Kiedy ludzie prezentują siebie w mediach społecznościowych, w tak zwanych pogodnych i szczęśliwych chwilach wyobrażają sobie, że będą pozytywnie odbierani. Natomiast kiedy dzielimy się cierpieniem możemy sobie wyobrazić, że nie jesteśmy wystarczająco atrakcyjni, żeby nas akceptować. Taka perspektywa zawęża możliwości otwierania się na innych i uniemożliwia kontakt z drugim człowiekiem. Proszenie o pomoc, to dla jednych czynność naturalna i rutynowa, a dla innych wysiłek i mordęga nie do pokonania. Te jakże prozaiczne czynności zdeterminowane są mieszaniną cech osobowości, mechanizmów obronnych, wychowania, stylu przywiązania, doświadczeń, etapu rozwoju, poczucia zakotwiczenia w środowisku społecznym. Z uwagi na bardzo indywidualną specyfikę w tym zakresie należy zachować wyjątkowe zrozumienie, że sięganie po pomoc może być wyzwaniem. Nie warto porzucać i odwracać się na kogoś, kto nie chce jej przyjąć, natomiast warto wykazać cierpliwość i zapewnić o obecności, kiedy osoba cierpiąca zmieni zdanie. Wsparcie, żeby było skuteczne powinno być od początku realizowana na miarę potrzeb i możliwości osoby potrzebującej. W przeciwnym razie mimo dobrych intencji dwie strony nie zdołają się spotkać. To oznacza, że oparcia nie powinno być, ani zbyt dużo, ani zbyt mało. Pomoc powinna być udzielana w rozsądny i celowy sposób. Pierwszy krok w kierunku specjalistycznej pomocy zazwyczaj wykonują bliscy, znajomi, współpracownicy osobie cierpiącej gdzie ich zaangażowanie jest kluczowe do zainicjowania dalszego ciągu mniejszych i większych kroków w kierunku zdrowienia.
Długotrwałe pozostawanie w sytuacji stresu bez wsparcia z czasem prowadzi do chronicznego zmęczenia, przeciążenia układu nerwowego, napięcia i niepokoju, co może skutkować stanami depresyjnymi, myślami rezygnacyjnymi, czy negatywnym nastawieniem do otoczenia.